|
Taką zawsze chciałam być - wywiad z Anastacią
- Dlaczego zatytułowałaś swój nowy album "Anastacia" ?
- Nagrałam już parę płyt i za każdym razem nadawanie im tytułów jest bardzo
ciekawym zajęciem. Zastanawiam się wtedy 'co nowego mówi o mnie ta płyta',
'która piosenka najbardziej wyraża moją osobowość' itd. Kiedy powstawał
najnowszy album, koncentrowałam się na odnalezieniu w sobie cech, które
czynią ze mnie artystkę. Czuję, że imię 'Anastacia' które noszę, równie
dobrze odnosi się do każdego najmniejszego fragmentu tej płyty.
- Jak najkrócej opisałabyś "Anastacię"?
- Płyta ta jest znacznie bardziej rockowa. Na swoje nowe brzmienie
wymyśliłam nawet określenie 'sprock' - zawierające elementy muzyki soul, pop
i rock. Zazwyczaj taką mieszankę trudno jednoznacznie określić, więc 'sprock'
jest w tej sytuacji bardzo poręcznym narzędziem. Gram więc 'sprocka' i w
razie potrzeby do takiej szufladki proszę mnie przyporządkować.
- Z kim pracowałaś nad płytą?
- Z wieloma producentami. Najbardziej zaangażowany w cały projekt od
początku do końca był Glen Ballard, to on w największym stopniu odpowiada za
nową 'mnie' - jak to nazywam. Oprócz tego pracowałam także z Dallasem
Austinem, który nadał mojej muzyce prawdziwych smaczków i Rickiem Wake'm,
którego miałam szczęście mieć przy sobie w studiu także przy poprzednich
dwóch albumach. On także odpowiada za aranżacje wokali, co czego zawsze
przykładam dużą wagę. Nie można nie wspomnieć też o Davie Stewardzie -
człowieku niezwykle pomysłowym, dowcipnym i posiadającym niewyczerpane
pokłady energii.
- Co było dla ciebie największym wyzwaniem tym razem?
- Samo zebranie nowego materiału, z różnych przyczyn. Wszystko działo się w
takich okolicznościach, które mam nadzieję już nigdy się nie powtórzą. Ale
może dzięki tym właśnie przejściom odkryłam w sobie wiele cech, których nikt
by się po mnie pewnie nie spodziewał. Nowa płyta pokazuje mnie taką, jaką
zawsze chciałam być. Od początku swojej kariery pragnęłam wyzbyć się
wszystkich uprzedzeń czy ograniczeń. Zdaję sobie sprawę, że komuś moje
'prawdziwe ja' może się nie podobać, ale nic na to nie poradzę. Nareszcie
czuję, że mój rozwój przebiega w dobrym kierunku i bardzo mi się to podoba.
Chcę rozwijać moje 'sprockowe' brzmienie na wszystkich następnych płytach do
końca życia!
- Opowiedz jeszcze o kilku utworach z płyty. Zacznijmy od "Heavy On My Heart
(Ciężko na sercu)".
- To pierwsza piosenka, jaką napisałam na tą płytę. Modliłam się, żeby
napisać coś o miłości, o czymkolwiek byle by tylko nie myśleć o swojej
chorobie. Ale szybko zorientowałam się, że dopiero podczas pisania wylewam z
siebie prawdziwy gniew. Byłam zaskoczona, bo uświadomiło mi to jak głęboko
zakorzenione są we mnie te frustracje i jak poważnie terapeutyczne dla mnie
okazuje się być pisanie piosenek. Ten utwór najlepiej uświadomi wam przez co
przeszłam ostatnimi czasy, nie potrzebuję tego opowiadać wprost. Po
przesłuchaniu utworu sami to zrozumiecie jak było trudno.
-"Time (Czas)".
- Lubię tą piosenkę za jej treść. Wszyscy ludzie żyjący na ziemi nie
doceniają czasu tak, jak powinni. Nie zastanawiamy się nad jego upływem, nie
doceniamy roli chwili w naszym życiu... To takie małe rozważanie nad istotą
czasu sprytnie ujęte w popowy utwór.
- "Sick And Tired (Chora i Zmęczona)".
- Do napisania tego kawałka posłużyłam się metaforą miłości. Śpiewając na
wstępie: 'Moja miłość jest na linii/na linie' mówię o zaangażowaniu,
przywiązaniu do czegoś w sposób tak kurczowy, że aż dosłowny. Często męczymy
się z czymś nie pomni, że dawno już trzeba się było z tego uwolnić. Ten
utwór jest najbardziej eklektyczny na płycie, wyróżnia się też muzycznie i
tekstowo - śpiewam w nim trochę inaczej niż zwykle, powiedziałabym nawet że
na swój sposób 'alternatywnie'.
- Utwór "I Do".
- To szczególny utwór. Jego 'szczególność' polega na tym, że śpiewam go w
duecie z Sonny'm z grupy P.O.D. Gościnnie użyczył swojego
charakterystycznego, rockowego wokalu i śpiewam z nim o świecie, który sobie
wymarzyłam, a który nijak nie pokrywa się z tym, jaki jest w rzeczywistości.
- Jak ważny jest dla Ciebie ten album?
- Nie umiem tego opisać jednym wyrazem czy nawet zdaniem. Jego istotą są
okoliczności, w jakich powstawał. Patrząc na wszystko, co spotkało mnie do
tej pory, wydaje mi się, że tylko pozytywne myślenie pozwoliło mi przetrwać.
Płyta jest sumą wkładu wszystkich dobrych ludzi, których spotkałam obok
siebie i rodziny, która wspierała nawet w najtrudniejszych momentach.
- Czy oprócz kwestii zdrowotnych natrafiłaś na jeszcze jakieś przeszkody w
pisaniu piosenek na płytę?
- Trudne było opowiadanie o sobie w momencie, kiedy mogłam się temu
poświęcić całą swoją osobą. Pierwsze piosenki komponowałam jeszcze w
okresie, kiedy nie wolno mi było śpiewać - nie mogłam nawet zaśpiewać wersji
demo swoich utworów. Miałam małe zaburzenia pamięci, dostawałam drgawek,
więc cały proces twórczy zajął więcej czasu, niż przy poprzednich albumach.
Nigdy nie miałam przed sobą chyba trudniejszego zadania.
|